Библиотека художественной литературы

warning: Creating default object from empty value in /home/j/jurijsp0/polonica.ru/public_html/modules/taxonomy/taxonomy.module on line 1418.

Grabi?ski S. BIA?Y WYRAK

(Gaw?da kominiarska)
J?zefowi Jedliczowi po?wi?cam

By?em wtedy jeszcze m?odym czeladnikiem, jak wy, kochane ch?opaki, i robota pali?a mi si? w r?kach. Majster Kalina - ?wie? Panie nad jego zacn? dusz? - nieraz mawia?, ?e pierwszy po nim obejm? mistrzostwo, i przed innymi nazywa? mi? chlub? cechu. Jako? nogi mia?em silne i zapiera?em si? ?okciami w kominie jak ma?o kto.

Grabi?ski S. CZERWONA MAGDA

W stra?nicy pogotowia po?arniczego panowa?a cisza p??nocy. ?wiat?o latarni-czujki naci?gni?tej wysoko na haku pod stropem roztacza?o przy?miony wachlarz promieni na izb? kwadratow?, z dwoma tapczanami pod ?cian? i szaf? na akta i he?my zapasowe. Pod oknem przy stole siedzia?o dw?ch stra?ak?w nad parti? warcab, puszczaj?c od czasu do czasu k??by ???tego dymu z d?ugich wi?niowych lulek. Grali zna? bez przej?cia, tak sobie, dla zabicia czasu, bo ruchy r?k by?y leniwe, jakby od niechcenia, gdy z twarzy znu?onych czuwaniem wia?a nuda i senno??.

Grabi?ski S.SYGNA?Y

Na dworcu towarowym, w starym, dawno z obiegu wysz?ym wagonie pocztowym zgromadzi?o si? jak zwykle na pogaw?dk? kilku wolnych od s?u?by kolejarzy. By?o trzech kierownik?w poci?gu, starszy kontroler Trzpie? i zast?pca naczelnika stacji Haszczyc.

Grabi?ski S. ?LEPY TOR

W poci?gu osobowym zmierzaj?cym p??n? jesienn? por? do Gronia ?cisk by? ogromny; przedzia?y pozape?niane po brzegi, atmosfera parna, gor?ca. Z braku miejsca zatar?y si? r??nice klas, siedziano i stano, gdzie si? uda?o, prawem prastarego kaduka. Nad chaosem g??w pali?y si? lampy md?ym, przy?mionym ?wiat?em, kt?re sp?ywa?o z pu?ap?w wagonowych na twarze znu?one, profile wymi?te. Dym tytoniu unosi? si? kwa?nym wyziewem, wyci?ga? pod d?ugi, siwawy sznur w korytarzach, k??bi? tumanami w czelu?ciach okien.

Sienkiewicz H. JANKO MUZYKANT

Przysz?o to na ?wiat w?t?e, s?abe. Kumy, co si? by?y zebra?y przy tapczanie po?o?nicy, kr?ci?y g?owami i nad matk?, i nad dzieckiem. Kowalka Szymonowa, kt?ra by?a najm?drzejsza, pocz??a chor? pociesza?:
- Dajta - powiada - to zapal? nad wami gromnic?, ju?e z was nic nie b?dzie, moja kumo; ju? wam na tamten ?wiat si? wybiera? i po dobrodzieja by pos?a?, ?eby wam grzechy wasze odpu?ci?.
- Ba! - powiada druga - a ch?opaka to zara trza ochrzci?; on i dobrodzieja nie doczeka, a - powiada - b?ogo b?dzie, co cho? i strzyg? si? nie ostanie.

Sienkiewicz H. H. K. T.

BAJKA

Leci sobie drapie?ny s?p, leci, leci, wreszcie siada w?r?d ska?, przy sokolim gnie?dzie i poczyna kraka? na soko?a:

- W imieniu moich praw, s?uchaj mnie.

- Czego chcesz? - pyta sok??.

- Chc? ci? zabi? i po?re? - powiada s?p.

- A c?? ci po mojej zgubie?

Sienkiewicz H. Z PAMI?TNIKA POZNA?SKIEGO NAUCZYCIELA

?wiat?o lampy, chocia? przy?mione, budzi?o mnie, i nieraz o drugiej lub trzeciej po p??nocy widzia?em Michasia pracuj?cego jeszcze. Ma?a i w?t?a jego posta?, przybrana tylko w bielizn?, schylona by?a nad ksi??k?, a w ciszy nocnej senny i zm?czony g?os powtarza? mechanicznie koniugacje ?aci?skie lub greckie z t? jednostajno?ci?, z jak? w ko?ciele powtarzaj? s?owa litanii.

Prus B. WIDZIAD?A

Oto jest dok?adna opowie?? litewskiego szlachcica Wzdychaj?y o dziwnym wypadku, jaki zdarzy? mu si? w Warszawie. Opowie?ci tej chcia?oby si? nie wierzy?, gdyby nie zosta?a potwierdzona przez dwu ?wiadk?w zas?uguj?cych na zaufanie.

Kochanowski J. KSI?GI TRZECIE

DO G?R I LAS?W

Wysokie g?ry i odziane lasy!
Jako rad na was patrz?, a swe czasy
M?odsze wspominam, kt?re tu zosta?y,
Kiedy na statek cz?owiek ma?o dba?y.
Gdziem potym nie by?? Czegom nie skosztowa??
Ja?em przez morze g??bokie ?eglowa?,
Ja?em Francuzy, ja Niemce, ja W?ochy,
Ja?em nawiedzi? Sybilline lochy.
Dzi? ?ak spokojny, jutro przypasany
Do miecza rycerz; dzi? miedzy dworzany
W pa?skim pa?acu, jutro zasi? cichy
Ksi?dz w kapitule, tylko ?e nie z mnichy
W szarej kapicy a z dwojakim p?atem;
I to czemu nic, jesli?e opatem?

Prus B. MILKN?CE G?OSY

Wr?ciwszy ca?o z pi?tej kampanii w ?yciu, pu?kownik w ko?cu roku 1871 wzi?? dymisj? i osiad? w Lyonie. Liczy? sobie dopiero sze??dziesi?t pi?? lat i wygl?da? tak czerstwo, ?e przyjaciele namawiali go, aby si? o?eni?. Ale pu?kownik nie chcia? si? ?eni?. M?wi?, ?e wprawdzie ma jeszcze mocne nogi, lecz ?e go ju? znudzi?a adwokacka Francja, wi?c my?li wr?ci? do swoich. Z bab? za? mia?by w drodze du?o k?opotu.